14.1.2014

Drewutniowe śledztwo

Początek roku dla tych, którzy zbierają jelenie zrzuty, to czas niespokojny. Mimo, że co jakiś czas można usłyszeć legendy o bardzo mocnych bykach, gubiących poroże z końcem stycznia, to w lesie próżno jeszcze szukać czegokolwiek oprócz śniegu i tropów na jego powierzchni. Po całorocznym oczekiwaniu ciężko jest usiedzieć na miejscu. I tak, nie mogąc zrealizować swych chęci, siedzimy rozmyślając nad wystygłą już zupą o najlepiej rokujących miejscach do naszych tegorocznych poszukiwań. Przypominamy sobie napotkane w sezonie ścieżki, miejsca spotkań ze zwierzyną, lustrujemy w głowie okolicę, spoglądamy na mapy lub latamy w myślach nad lasami i polami, poszukując najlepszej lokalizacji. Jest to chyba najdłuższy miesiąc w roku. Cóż więc zrobić aby nie zwariować? Dobrym rozwiązaniem są wyjścia w teren, dające rozeznanie, które miejsca były tej zimy najczęściej odwiedzane przez jelenie. Oprócz teoretycznego zwiększenia swych szans mamy okazję ochłodzić, nieco przegrzaną od myślenia, głowę. Ja jednak, niczym detektyw, postanowiłem rozwiązać zagadkę pewnych dawno zaginionych zrzutów.

O jakie zrzuty chodzi? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Rodzinne spotkania przy wigilijnym stole sprzyjają wspomnieniom i opowieściom. To dobry czas aby odkurzyć dawno nieotwierane albumy z rodzinnymi fotografiami. Przeglądając jeden z takich albumów uwagę mą przykuło jedno, widziane setki razy zdjęcie. Odkąd trwa ma przygoda z wyrobami z poroża, zacząłem je zauważać wszędzie: w filmach, czasopismach, programach telewizyjnych oraz, rzecz jasna, wszędzie gdzie dane jest mi bywać. Tak było też tym razem. Zdjęcie to, tak bardzo już opatrzone, było tym razem znacznie ciekawsze, gdyż w tle pojawiła się piękna para jelenich zrzutów, zdobiących niegdyś ścianę naszego dawnego domu. Z porożem opatrzony byłem już od małego, w końcu jako syn leśnika miałem wiele okazji do obcowania z nimi. Tata często, przy okazji wykonywania obowiązków służbowych, znajdował zrzuty w lesie. Większość z nich nie doczekała jednak momentu przeprowadzki z leśniczówki. Spora część, jako prezenty, pojechała w Polskę wraz z odwiedzającą nas licznie rodziną. Inne posłużyły, w cięższych czasach, jako środek wymiany na potrzebne do obsiania deputatów zboże. Reszta zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Te ze zdjęcia jednak przetrwały, musiał więc istnieć jakiś szczególny powód ich zatrzymania.

I rzeczywiście! Z pomocą przyszła Mama, która przypomniała mi, że poroża te podarowała mi Babcia….jako prezent komunijny!!  Babcia chyba przewidziała przyszłość wnuczka, bo prezent był nad wyraz trafiony ;) Przez lata fakt ten rozmył się w mej pamięci, zapewne dlatego, że pamięć ma jest dobra ale krótka, krótsza niż przewiduje ustawa. Jest jednak w tej amnezji jeden pozytywny aspekt, gdyby pamięć ma nie szwankowała, nie miałbym tak ciekawej niespodzianki. Radość ma nie trwała jednak długo, gdyż owej pary zrzutów nie widziałem już wiele lat. Rozpocząłem więc intensywne śledztwo.

emil

Typowa dla lat 90-tych stylizacja zdjęcia. Na pierwszym planie postać, będąca efektem procesu dojrzewania. W tle poszukiwana para zrzutów. (fot. Archiwum domowe)

Przy okazji spotkania z Babcią wysłuchałem opowiadania o tym, jak i gdzie znalezione zostały zaginione poroża. Opowieść ta była ciekawsza niż niejedna książka przygodowa, a poświęcenie Babci w odnalezieniu pasującej do kompletu drugiej tyki wręcz heroiczne. Tym bardziej szkoda, że słuch po nich zaginął. Wpatrywałem się więc w fotograficzny dowód ich istnienia, przeczesywałem wspomnienia niczym leśne zagajniki w poszukiwaniu najmniejszego choćby tropu, który byłby wskazówką pomocną w rozwiązaniu tej zagadki. Wszelkie istotne w tej sprawie fakty dawno wyparowały z mej pamięci, postanowiłem więc zacząć poszukiwania w terenie. Wertując najciemniejsze zakamarki strychu znalazłem dwa, jeszcze nieskonfiskowane przeze mnie zrzuty, jednak żaden z nich nie pasował do rysopisu. Gdy już zaczęło brakować miejsc, w których mogłyby być schowane, przypomniałem sobie, że na dnie drewutniowej skrzyni jest jedna tyka, wyraźnie wyróżniająca się wielkością i jakością od pozostałych. Czyżby najciemniej było pod przysłowiową latarnią? Dokopawszy się do najgłębszych partii skrzyni ujrzałem lewą połowę poszukiwanego skarbu, żeby było zabawniej tyka ta była wielokrotnie prezentowana na zdjęciach, zarówno tych na blogu, jak i na facebooku ;) Nigdy nie ośmieliłem się jej nawet dotknąć ostrym narzędziem. Drugiej tyki jednak nie znalazłem. Nie chciałem nawet myśleć co się z nią mogło stać.

Lewa tyka z drewutniowej skrzyni. (fot. Drewutnia Emila)

DSC_0943

Róża lewej tyki. (fot. Drewutnia Emila)

Wielokrotne poszukiwania nie dawały żadnych rezultatów. Na jakiś czas zapomniałem więc o skompletowaniu mojego komunijnego prezentu. Gdy już traciłem nadzieję, odwiedziła mnie Babcia. Wspomniałem jej o odnalezieniu jednej z tyk. Babcia jednoznacznie stwierdziła, że to ta właściwa. Na pytanie o drugą odpowiedziałem, że najprawdopodobniej przepadła i że nie wiadomo czy nie została oddana, pocięta i czy w ogóle przeprowadziła się razem z nami. Babcia zdziwiona, stanowczo stwierdziła, że po przeprowadzce widziała w nowym domu komplet. Ta wiadomość roznieciła ledwo żarzące się iskry nadziei. Z nowymi siłami wznowiłem przerwane poszukiwania. Postanowiłem jeszcze raz zebrać fakty i przepytać wszystkich, którzy mogliby mieć informacje na ich temat. Nie pojawiły się jednak żadne nowe, przełomowe w sprawie poszlaki. Potwierdził się jednak fakt, że na pewno w komplecie przyjechały z nami do nowego domu, był więc punk odniesienia do przeprowadzenia przyczynowo-skutkowej symulacji zdarzeń.

W początkowych latach po przeprowadzce trwał gruntowny remont, w związku z czym o wieszaniu na ścianach pamiątek z przeszłości nikt nie myślał. Zrzuty więc, wraz z innymi artykułami dekoracyjnymi, musiały czekać spokojnie na strychu, na nadejście odpowiedniego dnia. Dzień ten jednak nie nadszedł i zdekompletowana tyka czekała jeszcze kilka lat, zanim trafiła do drewutniowej skrzyni. Zajście musiało mieć więc miejsce w trakcie remontu, co mocno zawężało obszar poszukiwań, gdyż w tym okresie nikt nie wyjechał od nas z takowym prezentem. W sprawę musieli być zatem zamieszani domownicy. Rozpoczęły się więc przesłuchania, jednak sprawa, po raz kolejny, utknęła w martwym punkcie. Przyszedł koniec kolejnego tygodnia, kiedy na weekend przyjechał do rodziców brat. Usłyszawszy o sprawie zastanowił się chwilę i rzekł: „Młody, u mnie w domu leży jakaś duża tyka, przekładam ją z miejsca na miejsce, bo cały czas się o nią potykam. Wpadnij, zobaczysz czy to nie jest ta od pary”.

Jak ustaliliśmy, tak zrobiłem. Na miejscu czekała na mnie, oparta o ścianę, pokaźnych rozmiarów tyka. Już wstępne oględziny nie pozostawiały wątpliwości. Zabrałem ją do domu, gdzie już z czystej formalności przymierzyłem do siebie obie części układanki. Jest para!! Okazało się, że poszukiwana tyka krążyła trochę po świecie, uczestniczyła w pokazach archeologicznych i jeździła na wycieczki wraz z braćmi. Żaden z nich nie ośmielił się jednak, podobnie jak ja, tknąć jej ostrym narzędziem. Dzięki temu po wielu latach znów mogłem cieszyć się z tej pięknej pary zrzutów tak, jak w dniu jej otrzymania.

DSC_0808

Poroże jest często nieregularne, dlatego parę sprawdza się zazwyczaj po „różach” .(fot. Drewutnia Emila)

elmo

Po latach jak widać nie wypiękniałem ;) (fot. Drewutnia Emila)

Emil.

Wasze komentarze

Świetna opowieść :-) gratuluję „żyłki” detektywistycznej

Piekne poroże!! Jestem zachwycona i oszołomiona!!!

Takiego śledztwa pozazdrościł by nawet sam David Hunter spod pióra Simona Becketta !!! :D

Ale historia! Z takim zacięciem pisarskim może niedługo ujrzymy w księgarniach jakiś bestseller opatrzony Twoim nazwiskiem!
P.S. Jak wchodzę na bloga, zawsze wspominam stare czasy w Koszalinie.:) Pozdrawiam serdecznie!

Ale babcia cool prezent wykombinowała. Wyrazy uznania za ponadczasowość. Na pewno jest dumna z urody i talentu wnuka. Proszę ją serdecznie pozdrowić od czytelników. :) No i czekam na więcej emilowych historii, bo jak go znam, to niejedną w pamięci kryje. ;-)

Czternastak jak żywy:D

Wow… To jest nieprawdopodobne, że dopiero teraz znalazłam Twoją stronę! Masz tu niesamowite rzeczy, swoiste perełki. Ciekawe, piękne i niepowtarzalne. Zakochałam się szczególnie w pierścionkach.
I jak widzę po powyższej opowieści masz też talent pisarski :) Bardzo miło czytało się Twoją „powieść detektywistyczną” o zaginionym prezencie komunijnym. Poroże jest oszałamiające, ogromne i majestatyczne…

    Emil

    Dziękuję! Miło mi, że zawitałaś w drewutniowe progi i mam nadzieje, że nie jest to ostatnia wizyta ;)

Brodaci Bandyci (Odpowiedz)

Tiiaa… heehe

Wciągająca opowieść! Gratuluję licznych talentów!!!

A ja czekam na tę historyczno-przygodową opowieść o losach zaginionych zrzutów opowiedzianych Panu przez Babcię :)
Ma Pan dwa bezcenne skarby – zrzuty i… Babcię :)))

Dodaj komentarz

(niewymagany)